Top

Jak sobie radzimy z ząbkowaniem?

Niektóre dzieci ząbkowanie przechodzą bezobjawowo. Sam rodzic nie wie, że w buziaku ich malucha właśnie zaczynają rosnąć ząbki. Pozostali (niestety) nie mają już tyle szczęścia. Dziecko w ciągu dnia wkłada, a wręcz wpycha paluszki do buzi, dużo się ślini, jest marudne, pojawia się wysoka temperatura, zaś w nocy mało śpi. Przy takim scenariuszu ząbkowanie może być prawdziwą katorgą nie tylko dla dziecka, ale i dla samych rodziców.

 

 

W przypadku Zuzi mieliśmy to ogromne szczęście, że byliśmy w tej pierwszej grupie. Ząbkowanie??? Nie ma problemu. Zaczęło się w trzecim miesiącu i wtedy też pojawiły się pierwsze dwa ząbki. Nie wychodziły one od razu tylko stopniowo np. był miesiąc przerwy, a później tydzień lub dwa intensywnego ząbkowania. Zero gorączki, nerwowego wkładania raczek do buzi, nieprzespanych nocy. No może trochę więcej śliny na wszystkim czego się dotknęła, ale to koniec. W sumie tylko na tej podstawie mogłam stwierdzić, że coś się zaczyna w buzi dziać. Wtedy do akcji wkraczała maść, kiedy to objawy bardziej się nasilały. U Zuzi najczęściej maść Dentinox, choć próbowałam także Bobodent czy Camilia. U nas najlepsze rezultaty dawała pierwsza maść.

 

 

 

 

Gabrysia to już inna para kaloszy. U niej faktycznie pierwsze dwa zęby pojawiły się w podobnym okresie co u Zuzi i nawet była dłuższa przerwa, kiedy nic się nie działo. Ale w momencie gdy kalendarz wskazał jej 8 miesięcy, w buzi nastąpiło prawdziwe bombardowanie – zęby rozpoczęły inwazje! Jedne wyjdą, to już widać, że za moment pojawią się kolejne. Dziewczyna obecnie nie ma chwili wytchnienia. Ewentualnie kilka spokojniejszych dni, kiedy te objawy ślinienia i wkładania paluchów do buzi są mniej intensywne.

 

 

 

 

I tak muszę przyznać, że Gabrysia nie należy do grupy hardcorowego przechodzenia ząbkowania. Jesteśmy gdzieś po środku. Są dni kiedy źle jej się śpi. Budzi się bardzo często, kwili przez sen, gdy włoży paluszki do buzi, zaczyna płakać. A nawet pojawia się podwyższona temperatura. Wtedy w ruch idzie środek przeciwbólowy i przeciwgorączkowy (ja daję Nurofen). W końcu po co dziewczyna ma się męczyć.

 

 

 

 

Wiadomo, nie nadużywamy tego lekarstwa, tylko dajemy w najtrudniejszych momentach, kiedy to smarowanie dziąseł czy gryzaki nie dają rady. Najczęściej na noc, żeby spokojnie sobie dziewczyna pospała. W dzień za to smarujemy dziąsła dentinoksem, a od niedawna także Calgelem (ma on konsystencje galaretki i nieco trudniej się rozsmarowuje, ale jest równie dobry co Dentinox). Za to zmiana sprawia, że organizm nie przyzwyczaja się do jednego środka.

 

 

 

 

Staram się podawać gryzaki miękkie i trochę twardsze, żeby Gaba mogła sobie nimi rozmasowywać dziąsła. A kiedy zabawa na dywanie przestaje cieszyć, wtedy wchodzimy w etap „weź mnie na ręce” i przytulaj. Jestem wtedy całkowicie uziemiona, bo dziecko przestaje być „odkładalne”, ale być blisko niej to jedyny sposób, w jaki mogę ją wesprzeć w tych trudnych chwilach. Przecież wiadomo, ząbkowanie się kiedyś skończy i te 20 mleczaków w końcu ujrzy światło dzienne 🙂 Nam jako rodzice nie pozostaje nic innego, jak uzbroić się w dużą dawkę cierpliwości i ogromnego zrozumienia dla całej sytuacja, a także nieskończone pokłady kawy (przynajmniej w moim przypadku 😉).

No Comments

Post a Comment