Top

Majteczkowy świat ogarnięty!

Po smoczku, którego ogarnęłam w okresie zimowym – tutaj macie link, teraz przyszedł czas na pieluchy. Rozmów było kilka i różne podejścia. Gaba za każdym razem odmawiała współpracy. Baaa… nawet gdy wyciągałam gatki, że dziś zmieniamy na majciosławy to ona, że nieeee i uciekała gdzie pieprz rośnie. Nie dało się założyć, uwierzcie mi! Temat odpuściłam na jakiś czas, ale gdy wszystkie znaki na ziemi i na niebie wskazywały, że to już ten moment – powiedziałam basta i zaczęło się! Jak to zrobiłam? Zapraszam do lektury 🙂

 

 

Wiadomo każde dziecko jest inne i każde dziecko podejdzie do tematu inaczej. Ale i tak, uważam warto próbować. Jedni zaczynają od nocnika, a inni od nakładki na kibelek. Ja jakoś nocnika nie uznaje i tyle! (nie pytajcie dlaczego, po prostu tak mam). Zuza uczyła się na nakładce, wiec postanowiłam, że i Gaba tak będzie się uczyła. Dodatkowo zakupiłam takie książeczki:

  1. „Pola mówi: Muszę siusiu!” Irene Marienborg (Wydawnictwo: Media Rodzinna)

W naszym przypadku to trafiona w punkt książeczka, bo Gaba też bała się toalety. Tytułowa bohaterka, Pola, nosi jeszcze pieluszkę, choć bardzo chciałaby się jej pozbyć. Jednak jest pewne ale, bardzo boi się toalety. Na szczęście jej przyjaciel Filip próbuje pomóc i wymyśla bardzo sprytne rozwiązanie. U nas taki pomysł nie sprawdziłby się 😉 mamy za małą łazienkę!

 

 

 

 

Ogólnie książeczka czytana po kilka razy w ciągu dnia, bardzo przypadła Gabrysi do gustu. Napisana prostym językiem, więc bez problemu dziecko w wieku dwóch lat jest w stanie ją zrozumieć. Tutaj możesz sprawdzić jej cenę.

 

 

 

      2. „Marysia żegna pieluszkę” Nadia Berkane, Alexis Nesme (Wydawnictwo: Debit)

Marysia to trzyletnia słodziuchna dziewczynka koala, która już niedługo będzie szła do przedszkola (tak jak nasza Gabrysia:)). A jak wiadomo dzieci w przedszkolu nie noszą już pieluszki, dlatego postanawia nauczyć się nowego sposobu siusiania i załatwiania. Po drodze zdarza jej się kilka wpadek, ale za każdym razem rodzice tłumaczą, że z pewnością następnym razem uda się!

 

 

 

 

Tak jak poprzednia książeczka, tak i ta z pewnością spodoba się dwulatkom, i to nie tylko dzięki treści, która została napisana bardzo przystępnym językiem, ale i również dzięki bardzo kolorowym ilustracjom. Kolory są tak żywe i przyjemne dla oka, że chciałoby się oglądać ją cały czas! Tutaj możesz sprawdzić jej cenę. 

 

 

 

     3. „Feluś i Gucio idą do przedszkola” Katarzyna Kozłowska (Wydawnictwo: Nasza Księgarnia) – tutaj sprawdź cenę

 

 

Książeczka nie porusza konkretnie sprawy pieluch, lecz samego obeznania się z przedszkolem i jego funkcjonowaniem. Ale na tym przykładzie dopowiadam Gabrysi, że dzieci w przedszkolu nie noszą już pieluszki tylko majteczki i robią siusiu i kupkę do ubikacji, która znajduje się w sali.

 

 

 

 

Ubikacje są malutkie i dużo wygodniejsze od naszego wyższego 😉 Gabrysia jako tako swoje przedszkole zna, bo codziennie tam zaprowadza i odbiera Zuzię, więc tak naprawdę wie co gdzie się znajduje i już nie może się doczekać, kiedy sama zawędruje do sali. Prędzej ja mam obawy, bo moje dziecko bardzo jest asertywne, ale z drugiej strony wiem, że w przedszkolu dzieci też się inaczej zachowują ;). Ogólnie zobaczymy, a o swoich wątpliwościach jeszcze napiszę :).

 

Wracając do tematu odpieluchowywania. Gabrysia nie chciała przekonać się do zmiany. Gdy tylko mówiłam jej, że niedługo zdejmie pieluchę i będzie chodziła w majteczkach to stawiała opór i powtarzała w kółko nie nie i nie! Ale, zrobiło się ciepło, w domu mogła biegać nawet w samych gatkach. Wiec stwierdziłam – basta! Ruszamy z tematem.

 

Dzień przed, powiedziałam Gabrysi, że pieluchy już nie ma – skończyły się i jutro na pupkę zakładamy gatki. O dziwo przytaknęła na tak i poszła wstać. Rano oczywiście opór założenia gatek był, ale gdy zobaczyła, że pieluch nie ma i nie miała innego wyjścia, jak założyć gatki. Powiem Wam tak po cichu, że pieluchy schowałam do szafy 😉 tak żeby młoda nie miała ich w zasięgu wzroku. No i ok. Gacie założone, spodenki na pupie, ruszamy z koksem! Uzbrojona w mokre chusteczki do sprzątania, szmatki i mnóstwo samozaparcia byłam gotowa na wszystko!

 

 

Dzień pierwszy

 

Każde siku trafiało na naszą biedną podłogę, oczywiście nie krzyczałam, nie stosowałam żadnych kar, tylko tłumaczyłam że następnym razem uda się do kibelka i że jak czuje ze chce siusiu to musi powiedzieć i biegniemy na kibelek. Gadałam jak zdarta płyta przez okrąglutkie dzień – siusiu, chce ci się siusiu, Gabrysia siusiu, siusiu, chcesz siusiu, ssssiiiiuuuuussssiiiuuuu!!! Niestety, dzień pierwszy zakończyliśmy mokrymi spodenkami – sztuk 10, mokrymi gatkami sztuk 10, plus jedne poszły na stracenie, bo i kupa wylądowała w gatkach. Zlekka zirytowana, choć stwierdziłam nie poddam się, działamy kolejnego dnia!

 

 

Dzień drugi!

 

 

Zaczęłyśmy od założenia majtek i jedziemy z tym koksem! Pełna nadziei, że dziś załapie, dziś się uda rozpoczęłyśmy naukę. Program zdartej płyty włączony! Oooo dziwo, kiedy powiedziałam do niej chodź zrobimy siusiu to poszła i usiadła w końcu na kibelku – pierwszy sukces! Może siku nie poleciało, ale pierwsze kroki za płoty! Przypominałam jej o siusiu na kibelku i gdy tylko chciała szłam z nią. Wycieczek było mnóstwo, w pewnym momencie potraktowała to jako formę zabawy, ale mimo że już miałam dość biegania w kółko, szłam, sadzałam, aż w końcu…(i tu fanfary) w końcu poleciało! Od tego momentu, to już Gaba zaczęła wołać, kiedy tylko chciała siusiu. Jakoś tak weszło jej to do główki, że gdy tylko poczuła, że chce siusiu szła do toalety. Oczywiście, zdarza jej się zapomnieć, ale bywa to już coraz rzadziej i baaa nawet robi siusiu pod krzaczkiem, co też musiało minąć trochę czasu, żeby i do tego się przekonała. Dlatego jeśli planujesz odpieluchowywanie dziecka, to wstrzymaj się na trochę z jakimiś dłuższymi wypadami na miasto. Niech dziecko poczuje się pewniej. U nas pozostaje jeszcze kwestia robienia siusiu w innych toaletach, ale spokojnie i do tego Gabryśka się przekona.

Gorzej sprawa miała się z kupą. Drugiego dnia widać było, że jej się bardzo chce. Więc chodziłyśmy do kibelka, co chwile wstawała i jak tylko podciągnęłam jej gatki to ona już wolała, że kupa. No to z powrotem siadamy i tak w kółko. Powiem Wam, że to był chyba najgorszy moment. Taka zabawa w posadzenie i odstawienia Gabryski trwała z półtorej godziny, może dwie, sama już nie wiem straciłam rachubę. Ona w tym czasie zaczęła popłakiwać, widać było że chce się załatwić, ale wstrzymuje, bo chyba kibelek ją jeszcze przerażał, przynajmniej w tej kwestii. Gotowa byłam jej założyć pieluchę na samo zrobienie kupy, ale ona powiedziała, że nie chce. Mało to było wychowawcze, tak wiem, ale co ja poradzę, naprawdę szkoda mi jej było i serce się kroiło. Ale ona szła w zaparte, że nie założy. Dziecko było mądrzejsze od matki w tym momencie, to prawda! W końcu (i tu kolejne fanfary) udało się poszło plum do kibelka.

 

 

Radości było co nie miara! Gaba dumna, Mama dumna juuuuupiiii 🙂 odpieluchowywanie w dzień zrobione. Teraz tylko kwestia pilnowania i wyćwiczenia nabytej umiejętności i co najważniejsze, żeby Gaba potrafiła przerwać zabawę na chwile i skoczyć szybko do kibelka. Wiadomo w przedszkolu pewnie nie raz zapomni się, ale trzeba przypominać i uczulać dziecko, że przerwanie na chwile zabawy to nic złego 😉.

 

 

Nadszedł wieczór, szykowanko do snu, a Gabryśka odmówiła założenia pieluchy na noc. W ogóle nawet nie chciała na nią patrzeć, tak wiec nocne odpieluchowywanie wyszło u nas przypadkiem. Tuż przed spaniem, Gaba idzie zrobić siku i dopiero rano robi poranne siku. W nocy nie zanoszę jej na śpiąco do toalety, wypija kilka łyków wody, robi siku i udaje jej się wytrzymać aż do rana. No dobra w większości przypadków! Może ze dwa razy miała nocny incydent. Ale ja, tego dnia jak zrezygnowała z założenia nocnej pieluchy, założyłam na materac wodoodporny ochraniacz. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak przez przypadek zrobiła w nocy siku, a przynajmniej materac będzie cały.

 

 

I na tym etap odpieluchowywania zakończony. Gabryśka coraz bardziej wdraża się w bycie przedszkolakiem na medal, ale wszystko trzeba robić na spokojnie, bez przyspieszania czy wymuszania na dziecku. To ono musi być gotowe na zmiany, a nasze zadanie, chyba najtrudniejsze, żeby wyczuć te chwile. Ogólnie rodzice nie martwcie się i nie poddawajcie! 🙂

No Comments

Post a Comment