Top

Odstawiliśmy smoczek i to bardzo szybko!

Powiem tak, z Zuzią problemu smoczka nie było, nie lubiła go i koniec. Za to znalazła sobie inną formę uspokajacza – był to nieszczęsny kciuk! Masakra! Jeśli wasze dziecko wkłada kciuk do buzi, to szybko go tego oduczcie, później będzie to bardzo trudne. Pamiętajcie im dłużej kciuk będzie w buzi, tym większe problemy w wymową, wadą zgryzu! Dlatego walczcie i nie poddawajcie się – kciuk z buzi koniecznie musi zniknąć! Za to Gaba, na szczęście, smoka polubiła. Korzystała z niego do 2 roku życia. Jak u nas nastąpiło pożegnanie? O tym za chwilę przeczytacie.

Od razu zaznaczę, u nas smok był tylko na czas spania albo gdy mała bardzo marudziła i nie chciała się uspokoić. Ale spokojnie to nie wyglądało tak, że jak młoda zakwiliła, albo zapłakała to smoczek w dziub. Ooooo nie!!! Najpierw nasze sposoby, potem w ostateczności, jak już nic nie pomogło, smok. Gabrysia również nigdy nie biegała non stop ze smokiem w buzi, no bo po co. Fakt, przyzwyczajenie było, bo wiedziała, że jak idzie spać to będzie i smok. Wręcz domagała się jego na usypianie. No i tu był pies pogrzebany.

Czas pozbyć się smoka na dobre!

W końcu ocknęłam się, że Gaba to już duża dziewczyna. Zbliżały się jej drugie urodziny, więc przyszedł czas, aby raz na zawsze zapomnieć o smoku. Przeszukałam fora, czytałam artykuły jak pozbyć się smoka. Oj różne były sposoby – od podcinania każdego dnia gumy w smoczku, aż dziecko stwierdzało, że jest bleee, po maczanie smoka w soku z cytryny, aż do zabrania dosłownie z dnia na dzień. Ja wiem, każde dziecko jest inne i najlepiej dostosować to do jego potrzeb. No, ale wiadomo na coś trzeba się zdecydować i ruszyć z tematem. Jaką metodę wybrałam?

Gabryśka to dziecko bardzo żywiołowe, charakterne, ale gdy czegoś jej się zabrania to najlepiej od razu to uciąć i koniec. Zdenerwuje się, potupie noga, strzeli focha, ale w końcu zapomni o sprawie. Tak też było w przypadku smoka. Tak, zgadza się wybrałam metodą najszybszą, pozbywam się problemu z dnia na dzień. Oczywiście została odpowiednio na ten ważny dzień przygotowana. Codziennie jej opowiadałam, że przyjdzie taki moment, kiedy „nionia” już nie będzie. Dzień wcześniej powiedziałam jej co nastąpi, że „smoka od jutra nie ma i będziemy się usypiać bez niego”.

I tak zabrałam wszystkie smoki z koszyczka (oczywiście jak Gabrysia nie patrzyła). I to by było w sumie na tyle. Jak zareagowała? Pierwszy dzień – usypianie w ciągu dnia było proste, przeczytana bajeczka, za to Gaba zasnęła w łóżeczku. O dziwo nawet nie poprosiła o „nionio”. Wieczorem… no cóż wymagało to mojego spokoju, opanowania i uporu, że warto! Usypianie trwało przez ponad dwie, a może trzy godziny (nie wiem straciłam rachubę), gdzie zwykle mija 30 minut (wliczając w to czytanie książki) i Gabryśka pada. Mijała minuta za minutą, godzina za godziną, ale smoka nie dałam! Choć bardzo prosiła to przytulałam, odkładałam ją do łóżka, przykrywałam kołderka i mówiłam dobranoc. I czekałam, czekałam bardzo, ale to baaaaardzo cierpliwie czekałam. W tym czasie, nadrabiałam zaległości w lekturze 😉. Nie poddałam się, choć byłam bliska! Dlatego pamiętajcie, walczcie, mimo że cieżko, mimo że ma się dość, mimo że człowiek pada na twarz ze zmęczenia – WALCZCIE! Minęły dwa dni. Dokładnie dwa dni Gaba miała tak wybitnie długie usypianie!!!! O smoku zapomniała i nawet nie myśli o tym, aby czymś zastąpić. Odetchnęłam z ulgą. Jeden problem z głowy 😉.

No Comments

Post a Comment