Top

Wieczne mówienie do dziecka „NIE” i wymuszenia nie idą w parze!

Tak! Weszliśmy z Gabą w etap wymuszania. Włącza się u niej wtedy syrena, a kilka sekund później, gdy to nie pomaga, zaczyna się tzw. „suchy płacz”. Jak sobie radzimy z takim zachowaniem? Serdecznie zapraszam do lektury 😉.

 

 

Z Zuzią to była inna para kaloszy, ona była sama i na spokojnie mogła się bawić zabawkami. W granicach zdrowego rozsądku robiła praktycznie co chciała i kiedy chciała. Gabrysia jest już w zupełnie innej sytuacji, bo w jej otoczeniu funkcjonuje starsza siostra i ona też ma prawo do swoich rzeczy. Zwykle mniej więcej wygląda to tak: Zuzia bawi się swoimi rzeczami, nadchodzi mały nicpoń i zaczyna syreni wydźwięk, że ona chce to, co akurat Zuzia trzyma w ręce. W tym czasie pytam Zuzię, czy na pewno się tym bawi i jeśli stwierdzi, że tak to szukam dla młodej alternatywy. Po prostu szybko zajmuję głowę malucha czymś innym. Jeśli załapie to, co akurat jej proponuję, zwykle zapomina o dalszym wymuszaniu i o zabawce znajdującej się rękach Zuzi. Jeśli nie, szukam dalej aż znajdę odpowiednią 😉. Przynajmniej do czasu, kiedy starszej się znudzi 😉. Zwykle to trwa kilka minut. Zdarza się również tak, że Zuzia sama daje Gabrysi zabawkę i wtedy jako starsza siostra szybko zażegnuje konflikt.

 

 

Postanowiliśmy razem z moim R., że nie nie będziemy kupować wszystkich zabawek, gier itp. podwójnie, bo nam miejsca w mieszkaniu zabraknie. Poza tym w przypadku Gabrysi posiadanie czegoś identycznego to nie to samo. Tu się liczy to, co akurat zainteresowało starszą siostrę. Takich przypadków wymuszania Gaby jest więcej. Na przykład uwielbia pilota do telewizora albo inne cudeńka technologiczne, którymi akurat Tatuś bawi się wieczorami, nawet zwykła chusteczka leżąca na stole może wywołać syreni alarm.

 

 

Powiem Wam, że sama zapędziłam się w kozi róg. W pewnym momencie złapałam się na tym, że co chwile mówiłam „Gaba nie wolno”, „Gaba nie ruszaj”, „Gaba nie”. Oj tego „NIE” było dość dużo. W momencie kiedy ocknęłam się z tego „nie nie gadania”, zmniejszyłam częstotliwość używania tego słowa i zaczęłam zastanawiać się, czy serio to taki problem, jeśli Gaba chce pogrzebać w szafkach w kuchni z garami, czy tam gdzie są artykuły sypkie? Jak Zuzia była mała, miała z tego niezła frajdę, kiedy to na podłodze w kuchni wysypała mąkę.

 

 

 

 

No i co że trzeba było później posprzątać, ale super się bawiła i tak naprawdę w zabawę włączyłam się i ja. Dlatego zadałam sobie pytanie: dlaczego w przypadku Gabrysi nagle na wszystko ma być nie i dlaczego zaprzestałam przymykać oko na pewne kwestie? Sama nie wiem. Chyba nastąpiło u mnie jakieś zaciemnienie umysłowe 🤣😉, tak to mniej więcej trzeba określić. Dlatego też przygotowałam dwie szafki, w których to panuje totalny rozgardiasz. Makarony i kasze stoją w totalnym bałaganie, za to w drugiej szafce gary, miski i inne przyrządy do gotowania fruwają po półkach.

 

 

Eureka!

 

 

W sumie to Ameryki nie odkryłam, ale bardzo ważne jest rozgraniczenie. Na co możemy ustąpić, a czego kategorycznie zakazać. Nie oszukujmy się, nie na wszystko musimy od razu mówić nieee! Tego nie wolno, tego nie wolno i tego też nie. To w takim razie co wolno? W końcu małe dziecko uczy się przez naśladowanie. W naszym przypadku zgadzamy się na zabawy chusteczkami, choć potem dostaję świra jak mam je zbierać z dywanu😉. Zgadzamy się na pewne ustępstwa, ale w granicach normy, by dziecko nie zrobiło sobie krzywdy, a przede wszystkim by nie zniszczyło sprzętu. W końcu dlaczego ma coś niszczyć?!? Nie ma co, rodzic musi być tym mądrym i wiedzieć na co może sobie maluch pozwolić, a na co nie, ale czasem warto się zastanowić, czy nie przesadzamy z zakazami. Wszystko musimy robić na spokojnie i co najważniejsze być stanowczym kiedy trzeba, a nie w przypadku błahostek. Uwierzcie mi, dziecko kiedyś załapie.

 

 

Zmniejszając częstotliwość mówienia „nie” spowodowało, że nabrało ono mocy i faktycznie kiedy trzeba i sytuacja tego wymaga korzystam ze zdecydowanego „NIE”. Tu chodzi o jej bezpieczeństwo. Na szczęście mamy postęp i Gaba powoli zaczyna rozumieć, że nie każdą szufladę, nie każdą rzecz może ruszyć. I tak podchodzi do czegoś i pokazuje paluszkiem i mówi nieeee. Wiec Hurrra nauka nie idzie w las!

 

 

A wymuszenia, płacze? No cóż, zdarzają się, ale tak naprawdę najczęściej wtedy, gdy siostra jest obok. W końcu Zuzia dla Gabrysi to prawie jak Bóg. Co ona powie to święte i trzeba robić dokładnie to co ona. Na szczęście przeważnie udaje się zmienić jej zafiksowanie na coś, co sprawia, że płacz i rozżalenie szybko znika, a ona dalej może bawić się, tylko niekoniecznie już w tę samą zabawę. Zwykle wyszukuje dawno zapomniane i schowane zabawki w koszu, dzięki czemu odkrywa je na nowo.

 

 

Tak naprawdę nam rodzicom nie pozostaje nic innego jak zwrócenie uwagi na dwie rzeczy: czasami warto choć przez chwilę zastanowić się, czy to nieee jest konieczne, czy nie lepiej dać dziecku zaszaleć i stosować „NIE” z pełną mocą wtedy, kiedy faktycznie jest potrzebne. Wiadomo, wszystko z głową i zdroworozsądkowo 😁.

4 komentarze
  • Marysia

    Zgadzam się z Tobą, ale czasem to jest tak trudne. Generalnie ja pozwalam na rzeczy, które wiem, że nie zrobią dziecku krzywdy, ale jednocześnie ile przy tym bałaganu 😉

    31 marca 2018 at 20:38 Odpowiedz
    • admin

      Ja już z bałaganem nie walczę 🤪, nawet zaprzyjaźniłam się 😉. A gdy faktycznie już jest źle, bierzemy się za porządki 👍

      1 kwietnia 2018 at 08:18 Odpowiedz
      • Marysia

        Haha, ja też się zaprzyjaźniłam z bałaganem 😉

        1 kwietnia 2018 at 22:43 Odpowiedz
    • admin

      Faktycznie jest ;), no ale w końcu brudne dziecko to szczęśliwe dziecko 🙂 prawda?

      13 kwietnia 2018 at 05:48 Odpowiedz

Post a Comment