Top

Jak ja nie lubię prasować!

Jest jedna rzecz, której nie znoszę, nie toleruje, a wręcz mam alergie na nią. Jest to prasowanie!!! Jeszcze gdy mieszkałam tylko z moim R., to jakoś człowiek zmuszał się do prasowania jego niezliczonego stosu t-shirtów, spodni itp. Za to swoje rzeczy prosto ze sznura odkładałam do szafy i prasowałam, gdy tylko była ku temu potrzeba. A jak to wygląda teraz…

 

 

Gdy na świecie pojawiła się Zuzia, przez pierwsze pół roku faktycznie prasowałam jej ubranka. W końcu powiedziałam dość! Ulubiona piosenka czy też film w telewizji nie był w stanie zmotywować mnie do działania. Pojawiło się coraz więcej ubrań, potem urodziła się Gabrysia i jeszcze więcej brudnych rzeczy, więc już totalnie zniechęcona do działania i rozstawiania deski do prasowania, postawiłam na wygodę 👍. Tak tak, Gaba od urodzenia nie miała prasowanych ubrań 😉 i uwaga uwaga ma się dobrze 🙂.

 

 

Ostatnio Zuzka przeszła samą siebie, ale to przynajmniej mówi, ile razy matka wzięła się za prasowanie. Historia wygląda tak:

 

Któregoś dnia Zuza zauważa za zasłoną w dużym pokoju deskę. I pyta: mama a do czego to służy? A ja mówię „to jest deska do prasowania”. Na co ona „ooo ciekawe, to ja tego nigdy nie widziałam. A jak to działa. Haha zamurowało mnie, ale taka prawda 😂 deski od dawien dawna nie używałam, a jeśli nawet musiałam już wyciągnąć sprzęt w postaci żelazka i coś podprasować, robiłam to na podłodze na rozłożonym kocu 😁.

 

 

 

 

Ubrania bez prasowania? To możliwe!

 

 

Po pierwsze, gdy wstawiam pranie, włączam specjalny program z żelazkiem, dzięki temu jest mniej zagnieceń na ubraniach. Gdy pralka skończy prać, niemalże od razu zabieram się za wieszanie rzeczy na sznurze. Każdą rzecz dokładnie strzepuję i delikatnie naciągam z każdej strony. Dzięki temu większość ubrań wygląda jak uprasowana 🙂 Na palcach jednej ręki można policzyć, kiedy to faktycznie muszę wyciągnąć żelazko i coś uprasować. Plus tego wszystkiego jest też taki, że mój R. nie musi chodzić do pracy w koszuli, tylko od czasu do czasu na jakieś tam wyjątkowe okazje czy ważne spotkania. Na szczęście jest to na tyle rzadko, że z żelazkiem nie muszę się na nowo zaprzyjaźniać 😂.

 

 

Swoją niechęć do prasowania zaczęłam nawet tłumaczyć złym żelazkiem 😂, ale nawet wtedy gdy dostałam wygodne i dobre urządzenie, to i tak prasowanie było, jest i będzie czymś czego totalnie nie znoszę, nienawidzę i będą się przed tym bronić rękami i nogami 😉.

 

 

Wracając do upranych i rozwieszonych rzeczy na sznurze… Gdy wszystko wyschnie, ściągam ubrania, składam i od razu chowam do szafy. A prasowania nie ma! Jaka to oszczędność czasu, prawda??? Ja w tym czasie mogę poczytać książkę, wyciągnąć kopyta i mieć chwile dla siebie.

 

 

Moje małe, tyciuteńkie marzenie

 

 

A teraz trochę pomarzę… idealnym rozwiązaniem byłoby pozbyć się koszy na brudy, wkładania ubrań do pralki, składania rzeczy…. szafa, do której wrzuca się ubrania i wszystko dzieje się samo… ja tylko miałabym zadanie wybrać sobie stylizacje na kolejny dzionek 👍 szafa by prała, prasowała i składała ubranie 😁 bosko co!!! Ooo i jeszcze mogłaby składać skarpetki, oczywiście do pary!!!!

 

 

Tak naprawdę są na rynku podobne szafy… choć tak naprawdę bardziej służą singlom albo parze. Rodzina i codzienny przemiał koszulek, skarpetek, … w tym przypadku nie ma racji bytu. Dlatego drodzy producenci sprzętu, zacznijcie brać pod uwagę większe rodziny i spróbujcie znaleźć dla nich cudowne urządzenie, które poradzi sobie z taką ilością ubrań 😉 trzymam za Was kciuki ✊, a ja póki co pozostaję przy swojej metodzie działania. 

No Comments

Post a Comment