Top

Czasami to nie rozumiem facetów…!!!

Z moim R. znamy się jak łyse konie. Jesteśmy już ze sobą prawie 14 lat (w grudniu nam stuknie), małżeństwem od ponad 5. Potrafimy się dogadać bez słów, znamy swoje zalety i wady, wspieramy się nawzajem, kiedy zbierają się nad nami ciemne chmury, poprzytulamy gdy najdzie kogoś ochota na odrobinę miłości.

 

 

No ale żeby nie było tak pięknie, niektóre rzeczy z nim związane doprowadzają mnie do szewskiej pasji. I nie mówię tu o PMS (choć wtedy lepiej do mnie nie podchodzić, bo moja mina mówi wszystko), tylko o pewnych zachowaniach, z którymi walczę od 8 lat, czyli od momentu kiedy zamieszkaliśmy razem.

 

 

No bo jak to, wytłumaczcie mi, bo może ja czegoś nie kumam, ale jak można wziąć ostatnią torebkę herbaty z pudełka i zamiast je wyrzucić (noooo nieeee bo po co?!?!), włożyć z powrotem do szafki. I potem szok, bo herbata się skończyła a ja się nie skapnęłam 🤔? Nie wiem jakim sposobem miałabym się domyślić…

 

 

Już pal licho z pustymi pudełkami, bo i tak przed pójściem na zakupy sprawdzam czego mi brakuje i na szczęście wyrobiłam sobie nawyk podnoszenia pudełek, kiedy nie widać zawartości, ale powiedzcie mi, czy Wasi faceci nadużywają słowa „ZA CHWILĘ”. No przecież jak to usłyszę to aż się we mnie gotuje!!!

 

 

 

 

Tłumaczyłam już mojemu R., że za chwilę to pojęcie względne i dla niektórych może oznaczać 5 minut a dla innych 20 minut. I błagałam, prosiłam, przekupywałam, żeby nie używał tego zwrotu, bo jak o coś proszę, a on mówi „za chwilę”, to mam ochotę wyjść z domu, zostawić go ze wszystkimi obowiązkami, powiedzieć, „za chwilę wracam” i pojawić się dopiero późnym wieczorem! „Kochanie, pozmywasz?” – za chwilę. „Kochanie, zaniesiesz naczynia do zlewu?” – za chwilę. „Kochanie wyniesiesz śmieci?” – za chwilę. Ale żeby nie było, że nie dałam chłopu szansy. Dawałam wielokrotnie. Nawet cierpliwie czekałam (zagryzając w duchu zęby) i wiecie ile czekałam? Przy drobnych sprawach „chwila” to 2-3 godziny. Przy grubszych rzeczach „chwila” potrafi trwać do następnego dnia, kiedy przykładowo proszę, żeby pozmywał (u nas w domu nie ma zmywarki, robi się to ręcznie). I zawsze jest w wielkim szoku, że tyle naczyń się zbiera. Dlatego gdy słyszę zwrot „za chwilę”, idę zrobić daną rzecz sama, albo w ogóle nie proszę bo wiem co usłyszę – ta cholerna „chwila” śni mi się nocami 😡.

 

 

No dobra, kiedy mimo wszystko uda mu się jakimś cudem dojść do kuchni (nie wliczam tu potrzeby jedzenia i dojścia do lodówki), wziąć w ręce gąbkę i zacząć zmywać, to pojawia się pytanie, które naczynia dostąpią zaszczytu. Też tak macie, że Wasz facet pozmywa tylko to co w zlewozmywaku? To co poza nim, mimo że stoi blisko i widać, że brudne i czeka na mycie, to już nie jest godne uwagi mojego R. W końcu jak nie było w zlewozmywaku, to znaczy, że nie trzeba myć! Filozofia faceta to iść na skróty? Ale z prostym myśleniem faceta trzeba sobie radzić – od teraz gdy mąż ma zmywać, wkładam wszystko do zlewozmywaka. Góra naczyń przeraża i nawet mnie się odechciewa wtedy cokolwiek robić, no ale naczynia muszą być w obszarze zlewozmywaka – koniec i kropka! Potem narzeka, że nie ma dojścia do kranu, ale to już jego problem 😂😂😂.

 

 

 

 

Kolejna sprawa dotyczy wrzucania brudnych ubrań do kosza. U nas jest banalny podział (przynajmniej tak mnie się wydawało) białe i kolorowe. KONIEC! Kolorowych już nie dzielimy, to już pozostaje w mojej gestii, gdy zgarniam ubrania do pralki. Powiedzcie mi, jak to jest możliwe, że w białych rzeczach znajduję kolorowe ubrania i odwrotnie – w kolorowych białe. Oczywiście mąż mówi, że wszystko wkłada tam gdzie powinien i że to nie on. No tak, mamy w domu krasnoludki, które lubią zamieszać, albo co gorsza, samo się dzieje. Dobrze, że mnie nie posądził o to, że zamieniam kosze.

 

 

Ale wiecie co, jestem z siebie dumna, bo udało mi się „wyszkolić” męża w jednej rzeczy dotyczącej wrzucania brudnych ubrań do kosza. Koszulki z obrazkami odwraca na lewą stronę, prostuje skarpetki, sprawdza kieszenie spodni! Ha 😁 długo to trwało – kilka lat 😃 – ale jest ogromny postęp 😂.

 

 

 

 

 

No ale, żeby nie było, że tylko na męża narzekam. Pomimo tych wkurzających cech, jest cudownym i bardzo opiekuńczym facetem i od prawie czterech lat świetnym tatą. Dla swoich dziewczyn jest w stanie zrobić dosłownie wszystko (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku 😉). Gdy wraca z pracy nie rzuca się na kanapę i nie odpala telewizora, tylko spędza czas z nami, czy to na placu zabaw, czy w domu. Pada dopiero wieczorem, gdy towarzystwo już smacznie chrapie. Trzeba przyznać, że anioł się trafił z tego męża, no może oprócz tych kilku niuansów, nad którymi dalej pracujemy 😜.

 

 

No Comments

Post a Comment