Top

Zmiany, zmiany, zmiany! Oby tylko na lepsze 👍

Do tego postu zbierałam się jakiś czas. Zaczynałam pisać, potem kasowałam to co napisałam i za jakiś czas znowu wracałam do tematu. Chyba w końcu dojrzałam do tego, aby się z Wami podzielić własnymi przemyśleniami oraz na jakim jestem obecnie etapie.

 

 

Pierwsza ciąża w porównaniu z drugą to był pikuś. Dobra, pojawiały się problemy z ciśnieniem, kiepskie samopoczucie, ale jakoś to poszło. Druga nie tylko spowodowała, że bardzo źle się czułam, to jeszcze na dodatek od samego początku mocno tyłam. Zaraz mi napiszecie, że pewnie się kobieto obżerałaś, no to masz i wyglądasz jak klocek. Tylko że z ręką na sercu, uczciwie przed sobą i całym wszechświatem mogę powiedzieć, że jadłam przyzwoicie. Baaa, nigdy nie było tak, że miałam jakieś zachcianki i rzucałam się na żarcie jak wygłodniały wilk. W sumie to zwykle bywało tak, że gdy z Zuzią bawiłam się albo załatwiałam inne sprawy to zapominałam o tym by zjeść cokolwiek. Dopiero czułam, jak w głowie się kręciło albo w brzuchu Gaba zaczynała za bardzo świrować wołając pewnie, „matka, wrzuć coś na ruszt”. Fakt faktem, jadłam nieregularnie, ale porcje nie były jakieś gigantyczne. Pewnie ta nieregularność przyczyniła się do tego, że teraz muszę walczyć, aby pozbyć się zbędnych kilogramów. Pewnie też i to, że ostatni posiłek jem zbyt późno, no bo wcześniej to ogarniam dziewczyny i razem z R. szykujemy je do spania. Tak jak zapewne pamiętacie, u nas panuje zasada, że zmieniamy się każdego dnia: raz ja usypiam Gabę, a mąż Zuzię, a później na odwrót. Bardzo to wygodne i dzięki temu żadna z dziewczyn nie przywiązuje się zbyt mocno do jednego z rodzica przy usypianiu. My za to siadamy do stołu w ciszy i spokoju kiedy obydwa gałganki smacznie śpią.

 

 

Kilo, kilogramy, mnóstwo kilogramów

 

 

Druga ciąża odcisnęła na moim ciele wyraźne piętno. W sumie dużych rozstępów nie mam, ale kilogramów do pozbycia zostało całe mnóstwo i to tak naprawdę do tej pory. Jakoś same z siebie po urodzeniu Gaby nie chciały zniknąć. No może kilka ubyło, ale gdy już mija prawie półtora roku od porodu, ciągle jest nad czym pracować ☹️. Jak ja zazdroszczę babkom, które szybko wracają do swojej wagi… Mój organizm po ostatniej ciąży mocno się rozregulował i potrzebuje znacznie więcej czasu.

 

 

Ehh… co tu dużo mówić, tak naprawdę czuję się zażenowana swoim wyglądem, po części też nieszczęśliwa i nie potrafię na siebie patrzeć w lustrze, bo chyba zaczęłabym wyć z rozpaczy. Spokojnie, mój mąż jest cudowny i powtarza mi że przesadzam i że dla niego wyglądam rewelacyjnie. Tylko że ja kompletnie nie czuję się atrakcyjna i z chęcią schowałabym się w worku po kartoflach. W sumie o sobie i swoich ciężkich do pozbycia się kilogramach mogłabym pisać rozprawki, ale chyba nie o to chodzi. Ponieważ mam już dość marudzenia, ględzenia i nie robienia nic z tym dręczącym mnie problemem – powiedziałam dość! Czas wziąć się za siebie!

 

 

Koniec marudzenia!

 

 

Zaczęłam ćwiczyć, może efektów na razie jakiś gigantycznych nie widać, ale czuję, że moje ciało o wiele lepiej działa. Zniknął nie tylko problem z bólem pleców, ale i brzuch zaczyna jako tako wyglądać – fałdka po ciąży nadal jest, ale powoli powolutku zmniejsza się. Co do jedzenia, walczę jeszcze z regularnością, próbuje jeść małe porcje, kiedy dziewczynki również wcinają, ale zwykle bywa tak, że muszę przypilnować młodszą z jedzeniem, albo nagle coś innego wyskakuje i trzeba coś na szybko zrobić! Mam nadzieje, że im dziewczynki będą starsze, tym łatwiej mi będzie nad tym zapanować. Weekendami faktycznie jem lepiej, bo jest Tatuś i zawsze może dziewczynki ogarnąć przy jedzeniu. No ale w tygodniu to już wygląda słabo… niestety 😓 Tak wiem, pewnie jestem niezorganizowana, jakoś tak zapominam o sobie i o swoich potrzebach. Ale co ja na to poradzę, jak zwykle dzień wygląda tak, że jest milion spraw do ogarnięcia. A gdy któraś z dziewczyn zachoruje, co niestety zdarza się często, to nagle totalnie robi się do bani!

 

 

Podsumowując – ćwiczyć – ćwiczę 👍, regularne jedzenie – ciągle nad tym pracuje 👎, to jeszcze czas zadbać o odpowiednie kosmetyki. I znowu, w pierwszej ciąży smarowałam się ile wlezie kremami, w drugiej już sporadycznie, albo i wcale… zapominalstwo, niedbalstwo o siebie znowu wyszło górą. Ale ale, jako człowiek mądry po szkodzie, w końcu zaczęłam dbać i o to, by mieć chwile dla siebie i zrobić domowe spa dla swojego ciałka.

 

 

 

 

Gdy brakuje czasu…

 

 

Obecnie w sklepach można znaleźć mnóstwo kosmetyków, które nie wymagają od nas siedzenia godzinami w łazience! Czyli rewelacyjne rozwiązanie dla zabieganych kobiet 👍 czego ja używam?

 

 

Zacznijmy od głowy – niedawno odkryłam genialny szampon (przynajmniej na moje włosy działa idealnie). Robią się po nim przyjemnie puszyste (nie napuszone), a zarazem cudownie nawilżone i oczyszczone. Jest to wzmacniający szampon micelarny od Nivea. A wiecie co jest jeszcze w nim cudownego? Ma przepiękny zapach i tak szczerze, żadna odżywka nie jest mi już potrzebna!  A jak włosy? Lśniące, pełne blasku wyglądają dla mnie REWELACYJNIE. Tutaj można sprawdzić cenę.

 

 

A co na twarz? Ja używam Biotaniqe – węglowy peeling, żel i maska w jednym. Dzięki niemu moja skóra jest super oczyszczona i dodatkowo wygładzona. A gdy mam ochotę zrobić sobie maseczkę, pozostawiam na 10 do 15 minut. Wtedy moja skóra jest nie tylko dogłębnie oczyszczona, ale i nabiera blasku. Jestem ogromną fanką kosmetyków 2w1, czy tak jak w tym przypadku 3w1. Dzięki temu mogę ich używać na różne sposoby. W tym przypadku szybkie oczyszczenie skóry z toksyn lub gdy czas pozwala maska, która dogłębniej zadba o moją cerę! Tutaj można sprawdzić cenę kosmetyku.

 

 

Ewentualnie jeśli mam ochotę zaszaleć, co akurat moje dziewczyny bardzo lubią, robię sobie maseczkę oczyszczająca w płacie Bielenda. Wtedy moja twarz na kilkanaście minut zmienia się w kota, psa lub pandę. Nie dość, że robi dobrze mojej skórze na twarzy to dziewczyny mają ze mnie ubaw. Cenę śmiesznych masek na twarz znajdziecie tutaj 🙂

 

 

Na koniec błotko na całe ciało – jak to określa Zuzia. Peeling kawowy body boom. Nakładamy na całe ciało i czekamy – zaledwie 5 minut. 5 minut i po nim moja skóra jest gładka i nawilżona. A dodatkowo zapach kawy z dodatkiem np mięty, banana czy melona (jest również wersja czystej kawy) 😱 jak dla mnie czysty obłęd! Żeby wypróbować wszystkie zapachy i wybrać swój ulubiony, zakupiłam zestaw mniejszych saszetek – tutaj znajdziecie link. Jak dla mnie to petarda! Dosłownie Boooom dla mojej skóry! W sumie w łazience spędzam na takim spa około 15 minut plus 10 minut mycia – czyli zaledwie 25 minut, ale to 25 minut tylko dla mnie! Da się? Pewnie że tak! Może nie codziennie, ale chociaż co drugi, trzeci dzień domowe spa mam zagwarantowane 🙂

 

 

Czas zawalczyć o lepsze ja

 

 

Pewnie trochę czasu zajmie mi doprowadzenie siebie do stanu, jaki mnie satysfakcjonuje. Liczę się z tym, że może to być rok plus oczywiście później utrzymanie tego stanu będzie wymagało dużo silnej woli. Nie chce żadnych szybkich diet, bo potem daje to efekt odwrotny do zamierzonego – efekt jojo i dodatkowe kilkanaście kg, których nie chce widzieć na wadze.

 

 

To co Kochani, trzymajcie za mnie kciuki, a ja dalej trwam w swoim postanowieniu. Mam nadzieje, że wystarczy mi sił, bo jak wiadomo, zdarzają się trudniejsze momenty i trzeba je jakoś przetrwać. I co najważniejsze ,nie poddawać się! 

2 komentarze
  • Karolina

    Aniu! Nie jesteś sama! Trzymam kciuki! Zawsze gdy będziesz mieć gorszy dzień, pomyśl sobie, jak będziesz się czuć, gdy osiągniesz cel! 🙂
    p.s.
    Fajnie by było jakbyś podała ceny produktów, które polecasz.

    12 kwietnia 2018 at 22:22 Odpowiedz
    • admin

      Dzięki Kochana 🙂 mam zamiar powiesić sobie w newralgicznym miejscu (może na lodówce, albo przy lustrze w łazience ;)) zdjęcie mojego brzucha, dzięki czemu łatwiej mi będzie oceniać zmiany. W końcu pamięć ludzka jest zawodna 😉

      ps. linki z cenami uzupełnione 🙂 – dziękuje za zwrócenie uwagi!

      13 kwietnia 2018 at 05:45 Odpowiedz

Post a Comment