Top

Odwieczny problem… co zabrać na wakacje z dziećmi?

Nie wiem jak wy, ale ja wolę pakować się niż rozpakowywać. Nawet zauważyłam dziwną tendencję, że pakowanie idzie mi zdecydowanie szybciej, za to z rozpakowywaniem zwykle czekam w nieskończoność. Bo jakoś tak mi się nie chce 😉 Może to po prostu efekt tego, że jak mamy w głowie, że już niedługo ruszamy w daleką podróż, to wydziela się w nas więcej endorfiny i robimy to z czystą przyjemnością. Za to rozpakowywanie… no cóż, akumulatory może i na wyjeździe naładowane, ale powrót wiąże się z codziennością i może dlatego odciągam w czasie rozpakowywanie brudów. Ale teraz mamy przed sobą wyjazd, upragniony wypoczynek! Zobaczcie, co będziemy zabierać ze sobą w podróż.

 

 

W pierwszej kolejność poleciałam do urzędu po dokumenty, które były potrzebne do wyrobienia paszportu dziewczynkom. Wypełniliśmy dokumenty razem z R., no i oczywiście fotograf. Z Zuzią powiem Wam, że poszło szybko, za to Gaba na początku nie chciała współpracować. Fotograf powiedział, żebyśmy poszły pobawić się na pobliskim placu zabaw i za jakiś czas wróciły. No i udało się, trochę się zapyziała 😉, ale ważne że wyszło. Dokumenty osobiście razem złożyliśmy z R. w urzędzie (dziewczynki nie musiały iść z nami, bo nie miały ukończonych 5 lat) i potem pozostało czekać na smsa. Procedura trwała około trzech tygodni.

 

 

Ubrania

 

 

Wiadomo, żeby było z czego wybierać, trzeba być na bieżąco z brudami. Zwykle tak około dwóch tygodni wcześniej zaczynam wielkie pranie. Jest czas żeby na spokojnie ubrania wyschły i żeby potem wybrać to, co faktycznie chcemy wziąć na wyjazd. My akurat jedziemy na tygodniowy wypad za granicę, dlatego dziewczynkom biorę ubrań nieco więcej. Tak by na wyjeździe nie martwić się, że nie mają co założyć, bo akurat wszystko jest mokre, albo brudne że aż wstyd założyć. W końcu jedziemy na tak krótko, że nie mam zamiaru nic prać! Matka i jej ręce też muszą odpocząć 😉. Dla nas za to ubrania zawsze tyle ile trwa wyjazd plus jeden dodatkowy zestaw ubrań – tak na wszelki wypadek.

 

 

Mimo że prognozy mówią, że ma być bardzo słonecznie i po 30 stopni bierzemy też kurtki przeciwdeszczowe. Ewentualnie jeśli zależy nam na miejscu w walizce to możemy zainwestować w płaszczyki przeciwdeszczowe.

 

 

No i jeszcze buty. Dla mnie w podróży najwygodniej w adidasach. Więc wszyscy zakładamy wygodne buty do przelotu, za to w walizce lądują sandały i buciki do pływania dla dziewczyn.

 

 

Kosmetyki i leki

 

 

My zwykle bierzemy niezbędne minimum. Ja nie należę do osób, które na wyjeździe się malują, ewentualnie tylko oko przejadę tuszem i tyle. Dezodoranty, perfumy, kremy przeciwsłoneczne. Dla dziewczyn dodatkowo krem nawilżający. Aaa no i żeby od razu nie latać po coś do mycia, kupiłam w Rossmannie buteleczki podróżne na płyn do kąpieli dla dziewczynek. Patyczki do uszu, szczotki do włosów i z kosmetyków to by było na tyle.

 

 

Mimo że wyjazd krótki, zawsze wolę mieć jakieś lekarstwa ze sobą . Tak na wszelki wypadek, żeby nie martwić się jakby ktoś tam nagle źle się poczuł. Dla rodziców coś na gardło i przeciwbólowego/przeciwgoraczkowego. Dla dziewczynek Nurofen Forte, Tantum Verde na gardło, Acidolac, krem na ukąszenia (ja korzystam z Hydrocortisonum) i dla Gaby na odparzenia pupy (linomag i Clotrimazolum). W razie czego, gdy się pojawią pierwsze objawy przeziębienia jakoś temu zaradzimy. No i oczywiście pieluchy, chusteczki nawilżające i podkłady do przewijania – bo bez tego ani rusz.

 

 

Zabawki, prasa, książki

 

 

Bez tego ani rusz. Ale do sprawy również należy podejść rozsądnie. Dla Zuzi dwie, maksymalnie trzy książeczki do czytania na dobranoc. Oto nasze propozycje:

 

 

 

 

Seria książek o dobrych wróżkach i Zuzi (autor: Anna Potyra; Wydawnictwo Skrzat)

 

 

Wierzycie w dobre wróżki? Bo czteroletnia Zuzia, która jest bardzo dociekliwa dziewczynką, która sama musi wszystko sprawdzić, nie wierzyła w ich istnienie. To bardzo zaniepokoiło wróżki mieszkające w Tęczowie. Dlatego bardzo szybko zorganizowały spotkanie, na którym ustaliły, że przekonają małą Zuzię do ich istnienia. Jak to zrobiły? Co się po drodze wydarzyło? Tego dowiecie się już sami.

 

 

 

 

Dodatkowo treść została wzbogacona o przepiękne ilustracje Agnieszki Filipowskiej.

 

 

 

 

Gdy Pola się zgubi (autor: Gabriela Rzepecka – Weib; Wydawnictwo Dwukropek)

 

 

A ta książka jest ku przestrodze. Tytułowa bohaterka, Pola, bardzo często gubi się rodzicom i to w przeróżnych sytuacjach np. w holu hotelowym czy na ulicy. Ale co ważne dziewczynka zawsze jest opanowana, nie wpada w panikę i wie jak się zachować, dzięki czemu zawsze się kończy to szczęśliwe. W głowie ma zawsze te myśl, że mama i tata z pewnością ją znajdą!

 

 

 

 

Tylko spokojnie ta pozycja nie wystraszy waszego dziecka! Autorka w umiejętny sposób potrafi przedstawić sytuacje, aby nie wyglądały na takie straszne, jak być może wyglądają. W końcu wszystko kończy się dobrze! Myślę, że książka odpowiednia na wakacyjne voyage.

 

 

 

 

Momo nie lubi podróży (autor: Beata Sadowska; Wydawnictwo Znak)

 

 

Niezwykle barwna i przepięknie ilustrowana opowieść o trzynastoletnim psie Momo, który nie przepada za podróżowaniem, ponieważ nie wie jak się zachować w obecnej kulturze.

 

 

 

 

Ale gdy w końcu postanawia przemierzyć świat, w bardzo ciekawy i interesujący dla dziecka sposób różnice oraz to co łączy różne kraje. Dość duża czcionka sprawa, że młody czytelnik może próbować własnych sił w przeczytaniu książki.

 

 

Dla Gabrysi tak samo dwa trzy tytuły ze świnką Peppą, akurat ostatnio ma świra na punkcie tych książeczek. Plus jest taki że są cienkie i lekkie.

 

 

 

 

Do zabawy za to kilka kolorowanek, kredki i gra, która super sprawdzi się w podróży, bo nie dość że zajmuje mało miejsca, to jest magnetyczna, dzięki czemu nie pogubimy pionków. A jest to The Purple Cow – Magnetic Ludo. Będziemy grać w chińczyka!

 

 

 

 

Dla Gabrysi za to tradycyjne puzzle Czuczu i magnetyczne The Purple Cow – Magnetic Animal Homes, które będzie mogła sobie układać w samolocie 🙂

 

 

 

 

No i co najważniejsze dziewczynki nie rusza się bez swoich ukochanych maskotek!

 

 

Aha i jeszcze jedna kwestia, bo kiedy trzeba będzie przywołać nasze kochane potworki do porządku, mam jeszcze jedną tajną broń, którą użyje, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Bierzemy tablet, na którym mamy zainstalowaną aplikację Netflix. A tam… cała masa bajek, które choć na chwile sprawią, że dziewczynki usiądą i obejrzą Masze, Bal słówek albo Tupcio Chrupcia. No może nie jest to zbytnio wychowawcze, no ale cóż czasami ratuje tyłek. Bajki można pobrać na spokojnie np. w domu i gdy zabraknie internetu, odtworzyć je w trybie offline. Ile to kosztuje? Dla nowych użytkowników jest pierwszy miesiąc za darmo, potem opłaty wynoszą (klik, klik w obrazek to się powiększy)

 

 

 

 

Spakowani, pełni ekscytacji, gotowi do drogi ruszamy!

No Comments

Post a Comment